Forum www.michaeljacksonneverland.fora.pl
,,Kłamstwa mogą wygrać sprint, ale to prawda wygrywa cały maraton." - Forum fanów Michaela Jacksona
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rok 1998, Los Angeles

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.michaeljacksonneverland.fora.pl Strona Główna -> Wywiady
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Pocahontas
Administrator



Dołączył: 29 Wrz 2009
Posty: 39
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ,,Nad rzeczką opodal krzaczka mieszkała kaczka dziwaczka"

PostWysłany: Wto 22:42, 29 Wrz 2009    Temat postu: Rok 1998, Los Angeles

Jestem w hallu jednego z luksusowych kalifornijskich hoteli. Jak zwykle znajduję się w towarzystwie Juliena Eeraina i Christopha Boulme. Nie pomyślcie czasem, że skromny zespół Black&White zrobił w tym luksusowym hotelu namiot. Jesteśmy tu ponieważ mamy umówione spotkanie z jednym z hotelowych gości. Jego imię: Michael Jackson... W tym tygodniu w Los Angeles jest dosyć gorąco ale na szczęście luksusowy hotel króla Popu ma klimatyzację. Od paru miesięcy to jego drugie mieszkanie. Korzysta w tylnego wyjścia i obywa się bez ochroniarzy. Większość pracowników hotelu nie ma pojęcia, kto mieszka w apartamencie na 17 piętrze.... Pozwólcie, że przerwę ten wstęp, bo oto spieszy ku mnie Bob Jones i Wiceprezes MJJ Producitons przyszedł po nas. �Chodźcie za mną mówi. Widocznie Michael Jackson jest już gotów, żeby nas przyjąć... Tym razem oszczędzę Wam zbędnych wstępów. Proponuję od razu wejść do jaskini lwa. Tak więc Bob Jones mówi żebyśmy szli za nim. Wsiadamy do windy i jedziemy na 16 piętro. Przygotowano dla nas specjalny apartament. Domyślanie się chyba, że chodzi o niewymuszone spotkanie, bez dużych kosztów. Ale nie pewno, jako czytelnicy, zadajecie sobie teraz pytanie, czego tu szukamy? Przecież zespół Black&White spotykał się z Królem Popu dość często, więc kolejne spotkanie nie wzbudza specjalnej ciekawości. Słusznie. Jednak nie zorganizowaliśmy tego spotkania po to żeby zaspokoić ciekawość fanów. Stali czytelnicy Black&White na pewno już zauważyli, że zawsze mamy ważny powód, by spotkać się z Królem Popu... A dziś mamy nawet dwa! Po pierwsze chcemy omówić z Michaelem ważne projekty, a poza tym mamy za zadanie przykazać Wam jego nowiny. No i jeszcze korzystamy z okazji spędzenia z nim kilku miłych chwil. To także należy się Black&White... Jest dokładnie 15:00 i Bob Jones puka do drzwi apartamentu. Natychmiast otwiera je jeden z asystentów Michaela i każe nam iść do sypialni. Właściwie nie nadaję się ona zbytnio do tego rodzaju spotkania! Na środku znajduje się wielkie łoże z baldachimem a obok szafki nocnej stoi fotel. No cóż, jesteśmy w końcu w sypialni, a nie w sali konferencyjnej. Julian od razu siada w fotelu, a Christophe usadawia się na stojącej obok skrzyni. Mnie pozostają dwie możliwości: łóżko lub dywan. Wybieram łóżko. Jak przyjdzie Michael zaproponuję mu dywan...

- Rozejrzę się gdzie on jest... - mówi nam Bob Jones i wychodzi. Na dworze świeci słońce i przez ogromną szklaną ścianę jego promienie wnikają do sypialni (jak poetycznie...) Atomsfera jest całkiem spokojna. Poza asystentem Michaela w salonie, apartament jest pusty. Mija kolejna chwila i zaczynamy się zastanwiać, cyz spotkanie z Michaelem rzeczywiście może się odbyć w tak �normalnych� okolicznościach. Czy to możliwe, żeby Król Popu wszedł do tego pokoju tak po prostu, bez ochroniarzy, bez reporterów i całego tego zamieszania? Nagle ta nad wyraz relaksująca atmosfera zostaje zakłócona szmerem dochodzącym z łazienki. Ktoś tam jest... Powolutku drzwi łazienki otwierając się i wyłania się czarna postać. A potem, nie do wiary, ale z trudem rozpoznajemy w niej Michaela... Przez ułamki sekundy zastanawiam się kim jest ten na czarno ubrany osobnik. Okazuje się, że to Michael który wchodzi do sypialni... Widocznie on też się nie spodziewał, że tu będziemy. Wydaje się zaskoczony. Sytuacja jest nieco dziwna, bo wszyscy nie wiemy jak się zachować. Michael mówi:

- Myślałem, że jesteście obok! - uśmiecha się - Miło was widzieć. Jak się macie? Witając nas, opiera kolano o łóżko, wyciąga rękę i ściska moją dłoń. Julien i Christophe podchodzą do niego, też opierają kolano o łóżko i witają się. Widocznie łóżko stało się modnym miejscem spotkań. Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinienem był jednak wybrać dywan...

- O której wylądowaliście? - pyta Król Popu - Nie przeszkadza wam zmiana czasu? Zjawia się Bob Jones i staje obok Michaela. Przy tego rodzaju okazjach ma on oszczędzić Michaelowi uciążliwych formułek powitalnych.

- Hello Sir! - woła Michael i klepie Boba Jonesa przyjacielsko po ramieniu.

- Nie będę wam przeszkadzać - mówi Bob, po czym zwraca się do Michaela - wiem, że musisz z nimi coś omówić. Michael poprawia się na łóżku, podkłada sobie kilka poduszek pod plecy i z promiennym uśmiechem zwraca się do mnie. Zanim będę kontynuował, winien wam jestem wyjaśnienie. Michael pragnie zachować swoje projekty w tajemnicy, dlatego nie możemy przekazać wam wszystkich szczegółów tej rozmowy. To tak na marginesie, a teraz wracamy do hotelu... Na szczęście już jest po poufnej dyskusji. Michael ułożył się wygodnie na łóżku. Przyjemnie jest widzieć go takim rozluźnionym. Zdaje się być w doskonałej formie. Spięcie, które można było wyczuć z jego twarzy podczas History Tour, zniknęło jak ręką odjął. Przed sobą mamy ożywionego i filuternego Michaela. Bob Jones, który zostawił nas samych na kwadrans, jest już z powrotem. Stoi w drzwiach.

- OK., OK. - mówi, BJ wzruszając ramionami po czym udaje się do sąsiedniego pokoju. Michael na chwilę zastyga i wydaje się być pogrążony w myślach. Potem odwraca się do Juliena i pyta co ten ma na kolanach.

- Nasze pisma - odpowiada Julien i podaje mu stos magazynów. Michael zaczyna je przeglądać. Zatrzymuje się na stronie z pamiątkowym programem z History Tour.

- Oh ten program bardzo mi się podobał - woła - Zrobiliście kawał dobrej roboty. Michael składa ręce, skłania głowę i mówi:

- Dziękuję wam z całego serca i z niecierpliwością czekam na następne wspólne projekty. Na to my też skłaniamy głowy i napawamy się tym komplementem w ciszy. Michael przegląda teraz 4 numer magazynu History, amerykańskiej wersji B&W. W oko wpada mu pewne zdjęcie (chodzi o scenę z klipu In the closet - Michael śpiewa i jednocześnie zasłania sobie rękami uszy)

- Sandy Gallin* uważa, że to świetne zdjęcie. Zupełnie nie wiem dlaczego. Mnie się tam ono wcale nie podoba... - Michael w ciszy dalej ogląda ten magazyn, po czym bierze ostatni numer B&W.

- Tego numeru jeszcze nie widziałem - woła - Widzę go po raz pierwszy. Podobnie jak Christophe i Julien po tej uwadze nie mogę powstrzymać śmiechu.

- Przecież wysłaliśmy go tobie - mówię ze śmiechem. Michael poprawia się na łóżku i woła Boba Jonesa. Ten zjawia się natychmiast.

- Nie dostałem tego numeru B&W - mruczy Michael i szelmowsko się uśmiecha. Bob Jones bierze się pod boki i przybiera poważną minę.

- Nie patrz tak na mnie, Michael! Dwa tygodnie temu wysłałem ci 3 duże przesyłki. Otworzyłeś je... Michael wydaje się zakłopotany i odpowiada speszony.

- Czy były w nich może te pisma?

- No pewnie! - śmieje się Bob Jones. - Musisz otwierać te przesyłki, bo w środku zawsze są rzeczy dla ciebie.

- Wiem ale po prostu nie miałem czasu do nich zajrzeć.

- Musisz mi powiedzieć co mam zrobić z tą figurą...

- Jaką figurą?

- Tą z muzeum Grevin. Twoją figurą!**

- Co!! Przysłali tę figurę?

- Jasne, ale od kilku dni stoi w moim biurze! Dostarczono ją w kilku częściach, czekam aż mi powiesz, co mam z nią zrobić... W każdym razie nie proś mnie, żebym ją poskładał, na pewno nie będę tego robił!

- Czy możesz wysłać ją do Neverland. - pyta Michael z uśmiechem. Bob Jones potakuje i wychodzi z pokoju. Michael tymczasem zagłębia się z lekturze ostatniego numeru B&W. Aby lepiej zrozumieć dalszy tekst, powinniście wziąć do ręki 21 numer B&W i przeglądać go razem z Królem Popu. Zaczynamy od okładki, której Michael uważnie się przygląda. Nagle zwraca się do nas z pytaniem:

- Czy fanom podoba się to zdjęcie?

-Uważają, że jest świeten - odpowiada spontanicznie Julien. Spotkaliśmy się wyłącznie z pozytywnymi reakcjami . Większości fanom bardzo podoba się ta fryzura. Michael zaczyna kartkować pismo i zatrzymuje się na kronice kolekcjonera. Przygląda się przedstawionym tu przedmiotom. Nagle podnosi wzrok i pyta nas czy na europejskim rynku ukazał się Smile.

- Nie. Wydanie tego singla zostało w ostatniej chwili odwołane i nigdy nie pojawił się w sprzedaży.

- Pff - wzdycha Michael

- Chciałeś, żeby zostął wydany?

- Oczywiście. Sony powinno było go wydać. Jednocześnie Michael marszczy brwi i gniewnie potrząsa głową. Potem dalej wertuje pismo. Gdy natyka się na streszczenie artykułu z magazynu Life

- o sobie i swoim synku, na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Uważnie przygląda się zdjęciom Prince�a i mówi:

- Jest taki słodki z tym mikrofonem! Obgryzał go! Kiedy tak Michael przywołuje te chwile w pamięci, korzystam z okazji by zadać mu osobiste pytanie:

- Czy wolno spytać, jak ma się twoja rodzina?

- Och, dobrze! Nawet bardzo dobrz, dziękuję ci za troskę. Mój synek był tu nawet wczoraj - zrobiliśmy sobie serię zdjęć.

- Czy on już mówi?

- Nie, jeszcze nie. Ale za to biega! Biega wszędzie i wcale nie przestaje! Michael znowu kartkuje pismo i zagłębia się w artykuł o filmie Ghost. Widząc zdjęci na którym rozciąga sobie policzki, wybucha śmiechem (str. 14, u góry). Nadarza się okazja, żeby pomówić o Ghosts. Pytam więc: W 1996 roku pojechaliśmy do Nowego Yorku żeby zobaczyć Ghosts. Ptoem w filmie dokonano pewnych zmian. Is it scary i Ghost zostały włączone do ścieżki dzwiękowej. Kto jest odpowiedzialny za te zmiany?

- Stan Winston był przekonany, że koniecznie trzeba umieścić te piosenki w filmie. Był przekonany, zę tak będzie lepiej. Oczywiście zgodziłem się z tym, jednak pierwotna wersja filmu też mi się podobała. Muzyka była w porządku i byłem zadowolony z wyniku.

- Przy pierwszym pokazie, koniec filmu krył w sobie niespodziankę i widzowie odkrywali, że grasz także rolę burmistrza.

- Tak, to prawda. Celowo zaprezentowaliśmy ten efekt. Widzowie dopiero w ostatniej minucie mieli odkryć, że to ja gram obydwie główne role. Potem Michael zatrzymuje się na artykule o History Tour w Afryce (str. 16) i woła:

- To zdjęcie jest świetne! - po czym mówi jeszcze głośniej - Sir, chodź tutaj. Bob Jones zjawia się natychmiast i podziwia zdjęcie Michaela w towarzystwie wielu dzieci.

- To jest bardzo ładne - stwierdził Michael pokazując zdjęcie na stronie 18 u góry. Następnie Michael z uśmiechem Przygląda się zdjęciu, na którym widać go na skuterze wodnym.

- Możecie mi powiedzieć czy fanom podoba się to zdjęcie - pyta.

- Zupełnie oszaleli po tym jak je zobaczyli!

- Naprawdę?

- Zawsze tak jest, gdy widzą cię w niecodziennej sytuacji.

- Rozumiem. Na pewno byliby zachwyceni, gdyby mogli zobaczyć cię na paralotni***. Zdaję się, że robiłeś to w Południowej Afryce. Po tej aluzji Michael poprawia się na łóżku i zaczyna opowiadać z zachwytem:

- Och tak! Cóż za wspaniała rzecz. To było super! Musicie koniecznie opublikować zdjęcia, które tam zrobiliśmy. Paralotnia jest naprawdę świetna. To było niezapomn -iane przeżycie: latać, widzieć świat z góry.. Tak mi się to spodobało, że zrobiłem to cztery razy pod rząd! Poza tym kocham wodę. Jednak nie mogę kąpać się tak często, jakbym sobie tego życzył... Nagle Michael przerywa i wydaje się zamyślony. Po krótkiej ciszy zagłębia się w nasze pismo. Tym razem patrzy na Maxibutique.

- Czy mógłbym dostać taką figurkę? - pyta nieśmiało i wskazuje na figurkę, którą przy pewnych zamówieniach wysyłamy fanom gratis.

- To dałoby się załatwić! - odpowiada ze śmiechem Christophe. Gdy Michaelpatrzy na karty dla kolekcjonerów w Maxibutique, zadaję mu pytanie:

- Jak byłeś w Monachium kilka tygodni temu, prosiłeś nas o dwa komplety tych kart. Dostałeś je? Michael nieco zagniewany kiwa głową.

- Tak, dostałem je, ale dzieci, które mi towarzyszyły, od razu je zagarnęły i tak oto wszystkie przepadły. Zawsze tak się kończy. Michael z uśmiechem dalej wertuje pismo i zatrzymuje się na rubryce �Herr IchweiBalles (Pan Wszystkowiedzący). W oko wpada mu zdjęcie z Dianą Ross, a zaraz potem z Lisą Marie.

- Och, nie widziałem jeszcze tego zdjęcia - mówi z uśmiechem - Bardzo ładne! Kartkuje dalej i zatrzymuje się na stronie, gdzie może zamówić poprzednie numery B&W. Nagle woła Boba Jonesa i mówi:

- Sir, musimy powiększyć te okładki, są po prostu super. Chciałbym, żeby wisiały w moim biurze, jak inne**** Trzeba by też zebrać wszystkie numery B&W w jedną teczkę, żeby wszystkie były w jednym miejscu. Bob Jones przy-takuje. Michael ponownie zagłębia się w pismo. Teraz patrzy na �Saloon.

- Uważam, że fani są po prostu wspaniali - mówi - Szczególnie lubię czytać ich przesłania i transpa-retny.Michael dochodzi do osta-tniej strony: rubryka �Call Hektor

- Czy rzeczywiście macie wszystkie te rzeczy? - pyta - To niewiarygodne. Kiedy czasem prezentujecie przedmioty z ery Jackson5, zastanawiam się, jakim cudem je macie. Przecież to było tak dawno temu. Milczymy, ponieważ to rzeczywiście nie jest odpowiedni moment, żeby wychwalać pod niebiosa Hecora. Michael przypatruje się okładce na kasetę video do transmisji telewizyjnej z urodzin Elizabeth Taylor.

- Co to? - pyta.

- To okładka na kasetę video z programem na cześć Elizabethe Taylor - mówi Christophe - Fani mogę ją wyciąć i włożyć do odpowiedniej kasety. - wtrącam się do rozmowy z moim komentarzem.

- Czy wiesz, że piosenka �Elizabeth, I love you, którą śpiewałeś tamtego wieczora, jest bardzo popularna wśród fanów?

- Naprawdę!

- Stała się już klasyką. Jest w niej tyle uczucia, tyle głębi.

- Naprawdę nie wiedziałem, że tak ta piosenka cieszy się wśród fanów taką popularnością. Napisałem ją w Szwajcarii, dobrze to pamiętam. Powstała specjalnie na tę okazję, na ten wieczór. Ale nie wiedziałem, co sądzi o niej publiczność. Kiedy kończę jeden projekt, od razu przechodzę do następnego. Nie mam czasu go rozpamiętywać. Ale cieszę się z tego, co właśnie usłyszałem. To naprawdę ciekawe. Prawie nigdy nie wiem, co sądzą fani.

- Jeśli w przyszłości chciałbyś znać zdania fanów na temat tego co robisz, wystarczy do nas zadzwonić.

- Pomyślę o tym. Przez chwilę Michael zachowuje ciszę. Potem bierze kolejne pismo - 4 numer magazynu History. Naraz przybiera bardzo zadowoloną minę i mruczy pod nosem:

- Zadziwiające. Fanom podoba się Elizabeth, I love you. To naprawdę ciekawe. Kartkując pismo Michael wydaje się zafascynowany zdjęciem z Marcelem Marceau (HIStory 4, str. 12), które zrobiono w 1995 r. w Nowym Yorku podczas prób do koncertu HBO.

- To takie wpsaniałe - rzuca nagle Michael - Uwielbiam tę wersję Childhood. Zabawne, że do tej pory nikt jej jeszcze nie widział. Są rzeczy, które pozostają niewydane. Nikt tego dotąd nie widział i nikt już przecież nie zobaczy... To było po prostu wspaniałe. Michael zwraca się do Boba Jonesa.

- Mamy to wszystko sfilmowanie, prawda?

- Jak zwykle - odpowiada BJ, kiwając głową.

- Czy kiedyś dasz jeszcze ten koncert dla HBO? - pytam.

- Nie, nie sądzę - odpowiada Michael z pewnym wysiłkiem - Bardzo się napracowałem, żeby przygotować ten koncert. Byłem pod taką presją, ludzie chcieli mnie do tego zmusić, koniecznie musiałem dać ten koncert. Ale ostatnie słowo należało do natury, a ona powiedziała �stop! Zdecydowała, że nie powinienem dawać tego koncertu. Po kilku chwilach, dalej wertując czwarty numer HIStory, Michael zauważa zdjęcie Boba Jonesa na Światowych Nagrodach Muzycznych w Monaco (str. 17).

- Oooch, Sir! - woła do Boba Jonesa. - Popatrz no, to ty w Moanco! Elegancko jesteś ubrany! Z klasą, naprawdę z klasą! Potem poufałym tonem zwraca się do nas:

- On kocha Monaco! Uwielbia szampana i kawior! W odpowiedzi na przycinki Michaela, BJ marszczy czoło i ... wybucha gromkim śmiechem. Atmosfera jest rzeczywiście wspaniała. Jeszcze nigdy nie widziałem Michaela tak wyluzowanego, tak ufnego. Postanawiam więc poruszyć leżące nam na sercu tematy.

- Michael, co sądzisz o albumie BOTDF - History in the mix? Czy jesteś zadowolony z końcowego efektu? Odpowiedz Michaela jest bardzo spontaniczna. Tak naprawdę to nigdy nie jestem w pełni zadowolony, jeśliby to ode mnie zależało, to prawdopodobnie żaden z moich albumów do tej pory nie ukazałby się na rynku.

- Co sądzisz o remiksach, które zrobiono z twoich piosenek?

- Nie podobają mi się, mówiąc oględnie. Nie bardzo lubię, kiedy ktoś bierze moje piosenki, zmienia je i końcowy efekt nie ma nic wspólnego z wersją oryginalną. Ale Sony mówi, że to remiksy podobają się dzieciom.

- Niekoniecznie. Przynajmniej nie te z BOTDF.

- Wiedziałem! - woła Michael wyrzucając pięść w górę - Byłem tego pewien! Wzdycha i gwałtownie potrząsa głową.

- A co sądzisz o okładce płyty BOTDF? - pyta Christophe.

- Całkiem mi się podoba. Julien przechodzi do innego tematu.

- Niedawno mówiliśmy o ulubionych piosenkach fanów, jedną z nich jest On the Line. Na te słowa Michael zaczyna śpiewać On the Line. Całkiem spontanicznie śpiewa refren i klaszcze do rytmu. Słuchamy tego wspaniałego występu, oniemiali z zachwytu. Widząc naszą reakcje, Michael uśmiecha się zmieszany.

- Babyface skomponował ten utwór - odzywam się w końcu - ale dzięki twojej interpretacji ma on zupełnie inny wymiar.

- Dziękuję, bardzo dziękuję. Bardzo lubię tę piosenkę. Czy ukazała się na singlu?

- Nie, Można ją dostać tylko w kolekcjonerskim pakiecie Ghosts. Michael ponownie wzdycha zdenerwowany.

- Kolejna piosenka, której Sony nie wydaje na singlu. Zmieniam nieco temat i mówię:

- Pewnien twój występ szczególnie zapisał się w naszej pamięci, chodzi o interpretację The way you make me feel na Nagrodach Grammy 88.

- Ach tak! Podobała wam się ta wolna wersja TWUMMF? Od dawna chciałem to tak zaśpiewać, długo chodziło mi to po głowie.

- Jednak - mówię ostrożnie - relacja telewizyjna z koncertu HIStory nie wprawiła nas w zachwyt. Koncert pokazywany w TV naprawdę nie jest dobry. Przez to wartość całego show została obniżona. Dźwięk i montaż są raczej średnie, to dość rozczarowujące. Michael milczy. Marszczy brwi i w końcu mówi:

- Wiem, to prawda. Masz rację. Byłem rozczarowany telewizyjną relacją z koncertu. Nie zatroszczyłem się o realizację osobiście i dopiero w zeszłym tygodniu widziałem końcowy efekt. Ta relacja została przygotowana jeszcze podczas tournee. Byłem wtedy tak zmęczony, że zostawiłem to innym. Ale dlatego teraz jestem rozczarowany. W każdym razie ta wersja nie będzie w sprzedaży. Wtedy ja sam zajmę się realizacją. Dodam zresztą 20-minutowy występ. Chciałbym, żeby było widać, jak fani wchodzą na stadion, chciałbym uchwycić podniecenie i zachwyt publiczności. Zmieniam temat i poruszam kwestię wideoklipów:

- Jak będzie z realizacją teledysków? Czy masz już wiele pomysłów na swoje klipy?

- Tak zawsze mam parę pomysłów w zanadrzu. Jednak nie zawsze robię rzeczy na które mam ochotę. Niektórzy zmuszają mnie, żebym przygotowywał klipy szybciej, nawet gdy końcowy efekt nie jest zadowalający. Chcą natychmiast coś zobaczyć, nawet kiedy jest to zwykła fuszerka. Nie przeszkadza im, jeśli finalny produkt jest niedopracowany. Kreatywność nie ma dla nich żadnego znaczenia. To ludzie o dość ograniczonych horyzontach. Dla podkreślenia tego zdania Michael opuszkami palców kreśli linię na czole.

- Zawsze chciałem kręcić nowatorskie clipy i pragnę to robić również w przyszłości.

- To jest twój wyróżnik, tak było zawsze.

- Chciałbym kręcić teledyski takie jak Thriller, Beat it czy Billie Jean, nowe, pionierskie, kreatywne. Ale niektórzy mówią, że wystarczyłoby, gdybym po prostu stanął przed kamerą i gdyby skierowano na mnie reflektor... Mają nadzieję, że zdarzy się coś niezwykłego, tak po prostu, bez zbytniego głowienia się nad tym. Ale przecież to nie takie proste. Nadzwyczajnie jest widzieć Michaela w takim wyburzeniu. Wyraźnie odzywa się w nim artysta. Wszystko, co staje na przeszkodzie jego kreatywności i wyobraźni jest dla niego nie zrozumiałe. Instynktownie zadaję mu dość podstawowe pytanie:

- Jaki będzie następny etap w twojej karierze? Nakręcisz film czy nagrasz nową płytę? Michael potwierdza uśmiechając się w kącikach ust i odpowiada głębokim głosem:

- Najpierw nagram nową płytę. Skomponowałem bardzo dużo nowych piosenek. Potem nakręcę film. Tymczasem wskazówki zegara przesunęły się na 15:45. Jesteśmy już z Michaelem 3 kwadranse. To niezwykle długo jak na rozmowę w cztery oczy z Królem Popu. Czas więc się pożegnać. Gdy wstajemy, Bob Jones proponuje nam jeszcze pamiątkowe zdjęcia. By zrobić mu przyjemność, zgadzamy się. W salonie asystent Michaela, który jednocześnie jest fotografem, urządził małe studio. Ustawiamy się koło Michaela. Ten całkiem spontanicznie kładzie rękę na moim ramieniu, jednak zauważa, że jestem od niego sporo wyższy. Z szelmowskim uśmiechem staje na palcach, żeby wydawać się wyższym. Widząc to lekko uginam kolana, Julien i Christophe robią podobnie i nagle wszyscy jesteśmy na jednym poziomie, Fotograf Michaela podnosi głowę znad aparatu i pyta nieśmiało: Czy ktoś może mi wyjaśnić co tam robicie? Michael wybucha śmiechem i wraca do normalnej postawy. Idziemy za jego przykładem i fotograf robi zdjęcia. Gdy zmienia film, Bob Jones pyta Michaela, czy pamięta jeszcze nasze pierwsze spotkanie.

- Tak pamiętam, odpowiada Michael - to było na wyspie nie daleko Francji. To niezupełnie prawda, bo było to na Tenerifie, na Wyspach Kanaryjskich u wybrzeży Maroka, ale przecież to nie takie ważne. Zadziwiające, że Michael pamięta, że to spotkanie miało miejsce na wyspie.

- Lubisz kawior? - pyta nagle Michael Boba Jonesa.

- Tak, nawet bardzo.

- Dla mnie jest stanowczo za słony. Następuje kolejna seria zdjęć. Tym razem pozujemy z Michaelem pojedynczo. Gdy ustawia się Julien, Michael zdaje mi pytanie.

- Czy widziałeś transmisję telewizyjną z 40 urodzin Motown?

- Nie, jeszcze nie. To było całkiem interesujące - mówi Michael prawie szepcząc. Bob Jones dodaje.

- Oglądalność była katastrofalna. Powinni byli chyba poprzestać na 25 rocznicy w 1983.

- Motown 25 było rzeczywiście pierwsza klasa - mruczy Michael pod nosem. Po sesji zdjęciowej Michael zwraca się do Christoph�e i mówi mu, że on też może zrobić kilka zdjęć. Christophe korzysta z okazji i zajmuje miejsce fotografa. Sugeruję Michaelowi kilka póz po chwili wszystko jest już załatwione. Jednak Michael chce jeszcze kilka zdjęć z pismem w ręku. Wręczam mu program �Ghosts, a on przygląda go pod obstrzałem fleszy. Teraz jest już naprawdę koniec naszego spotkania. Dziękujemy Michaelowi i Bobowi Jonesowi za przyjęcie i idziemy. Po chwili stoimy przed windą. W ciszy czekamy aż otworzą się drzwi jednej z wind. Jednak na wskaźniku cyfrowymi widzimy, że wszystkie cztery windy są na parterze. Tak więc czekamy. Mija kilka minut i w końcu słyszymy sygnał, drzwi jednej z wind otwierając się. Gdy chcemy wejść do winy, ktoś do nas podchodzi. Michael! Widocznie znowu jest w swoim apartamencie piętro wyżej. Automatycznie cofamy się by dać mu pierwszeństwo. Jednak on zatrzymuje się i mówi grzecznie:

- Och, nie, nie chcę zabierać wam windy! Mimo to ustępujemy mu. Michael dziękuje nam i wchodzi do kabiny. Gdy zamykają się za nim drzwi, klaszcze w dłonie, kłania się i dziękuje nam. Machamy i uśmiechamy się do niego. To już koniec. Michael zniknął.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.michaeljacksonneverland.fora.pl Strona Główna -> Wywiady Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin